piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 2

W gabinecie McGonagall panował półmrok. Wszyscy byli już obecni. Po dwóch prefektów z każdego domu. Ona i Ron z Gryffingoru. Malfoy i Pansy Parkinson ze Slytherinu. Z Hufflepuffu Susan Bones i Zachariasz Smith. Z Ravenclawu Luna wraz z Padmą Patil. Większość osób Hermiona znała osobiście, ale z niektórymi w ogóle nie rozmawiała, a jak już to rzadko kiedy. Pomijając oczywiście obecnych na spotkaniu ślizgonów, z którymi wiecznie prowadziła wojny słowne i nie tylko…
Profesor McGonagall przedstawiła uczniom zakres ich obowiązków jako prefektów. Mieli utrzymywać porządki w pokojach wspólnych swoich domów, jak również mieć oko na zachowanie swoich kolegów i koleżanek na korytarzach. Służyć im pomocą w razie problemów, jak również być dla każdego przyjacielem. Profesorka tłumaczyła im jak powinni się obchodzić z dziećmi na pierwszym roku, jak również tłumaczyła jak dotrzeć do tych „zbuntowanych” do których niewiele dociera. Jednym z najważniejszych obowiązków było pilnować porządku w czasie przerw i karać za łamanie regulaminu. Profesor McGonagall szczególnie zwróciła uwagę na godne reprezentowanie szkoły i angażowanie się w imprezy oraz uroczystości szkolne.
- Wszyscy jesteście prefektami, lecz prefektami naczelnymi zostali panna Granger i pan Malfoy, gratuluje wam. Wspólnie z gronem pedagogicznym zdecydowaliśmy, że wasza dwój idealnie będzie pasowała na to stanowisko. Zostaniecie przeniesieni do pokoju wspólnego prefektów naczelnych.  A teraz przejdźmy do spraw bardziej potrzebnych na obecną chwilę. W tym roku, wraz z profesorem Dumbledorem zdecydowaliśmy zorganizować Bal Bożonarodzeniowy. Jednak zupełnie inny niż dotychczas. Otóż organizację pozostawiamy wam, prefektom.
Wszyscy zaczęli zastanawiać się nad pomysłem profesor McGonagall i szczerze nie mieli zielonego pojęcia jak się zaprać za przedstawiony im problem. Zdawali sobie sprawę z tego, że Bal był już tradycją od turnieju trój magicznego i wcześniej, ale czemu w tym roku pozostawili organizację prefektom?
Hermiona słysząc to od z entuzjazmem zaczęła wyobrażać sobie różne scenerie Wielkiej Sali, ale każda na swój sposób była niedoskonała,  doszła do wniosku, że przecież najważniejszy jest motyw, ale i z tym było ciężko. Nikt nie raczył teraz powiedzieć nic na ten temat. Zaryzykowała wiedząc, że obecnym tu czysto krwistym czarodziejom ten pomysł może się nie spodobać.
- Pani profesor, a może zrobimy bal w stylu Blackpool Dance Festival. – powiedziała cicho Hermiona. McGonagall spojrzała na nią nie bardzo wiedząc o co dziewczynie dokładnie chodzi. Czyżby chodziło jej o rywalizację taneczną, czy tylko sam fakt zaprezentowania tańców? Wszyscy pozostali przysłuchali się z zaciekawieniem, pierwszy raz słysząc coś takiego.
- Wytłumacz. – poprosiła opiekunka Gryfonów.
- Jak pani wie, jestem tancerką od dłuższego czasu i tak myślałam, że może wykorzystamy zdolności taneczne naszych uczniów i urządzimy imprezę w stylu turnieju tanecznego. Możemy pierwsze parę godzin balu wykorzystać na turniej, bo jak mniemam uczniowie ze wszystkich klas wezmą udział w imprezie do pewnej godziny. A potem możemy przeistoczyć to w typowy bal. Oczywiście jeśli będzie potrzeba mogę dawać lekcje tańca, ale to tylko taki nikły pomysł, obawiam się, że mugolska rozrywka może nie przypaść niektórym uczniom do gustu. – Hermiona znacząco zerknęła w stronę Malfoya, który słuchał jej zaciekawiony jej słowami. „Tancerka, tak?” przeszło mu przez myśl. Ocenił ją wzrokiem stwierdzając, że może coś w tym jest.
- Cóż, to mogłoby się udać. Ale mogą być problemy z gronem nauczycielskim, nie każdy jest w kwiecie wieku. – McGonagall uśmiechnęła się do niej serdecznie, aprobując jej pomysł.
- Ale to żaden problem pani profesor, nie tylko są tańce latynoamerykańskie, są też standardowe. Większość standardowych tańców każdy arystokrata i dobrze wychowany człowiek zna. Chociażby taki walc. Ale myślałam nad urozmaiceniem tego w łacinę, zwłaszcza młodzież może się popisać w tej kategorii. Myślę że to dobry pomysł. Ze standardem tak jak mówiłam problemu nie będzie. Każdy w tam zamku jest z tego dobry, ale nie sądzę by z łaciną było to samo. – dziewczyna uśmiechnęła się lekko do profesorki.
- W takim razie nie ma problemu, motyw balu już mamy. Potrzebny trener. – profesorka zastanowiła się i posłała Hermionie życzliwy uśmiech, aprobując w pełni jej pomysł.
- Jeśli nikt nie zgłosi sprzeciwu, to  mogę się zająć nauką. W tej szkole na pewno ktoś się znajdzie o podobnych zainteresowaniach i może jak dziecko ktoś tańczył. Zajęcia mogę zacząć od razu. – zaświeciły jej się w oczach ogniki, siedziała podekscytowana, widać było że aż ją roznosiło na samą myśl o zajęciach.
- Hermiono, spokojnie. Znajdź odpowiednią klasę. Najlepiej dwie. Zaczniesz od jutra. To tyle w tej kwestii. Jak to powiedziałaś standard każdy umie. Wyznaczę ci jakiegoś nauczyciela do pomocy. Jakieś przeciwwskazania? – McGonagall spojrzała po zebranych. Dziewczęta szybko zaaprobowały pomysł Granger, za to męska cześć towarzystwa… Pozostawiają wiele do życzenia.  Mogła się tego po nich spodziewać. Żaden z nich nie kwapi się do tańca i już ona dobrze o tym pamiętała. Nauczenie ich podstawowych kroków do Balu Trójmagicznego było jednym z jej gorszych przeżyć.
- Proszę mi wytłumaczyć, dlaczego to ma być mugolska rozrywka? Chociaż dobra mugolska okej, ale czemu nie Las Vegas, czy inne miasto rozkoszy. Czemu akurat taniec, jakiś głupi turniej? – ciągle siedzący cicho Malfoy zgłosił swój sprzeciw, wszem i wobec, obdarzając wszystkich zgromadzonych sarkastycznym uśmieszkiem.
- Można połączyć te dwa motywy, panie Malfoy. Organizację pozostawiam wam. – McGonagall znacząco spojrzała na niego i Granger. – Jeśli nie ma żadnych innych problemów czy pytań. Możecie się rozejść. Hermiono zostań na sekundę. Nie było cie na spotkaniu w pociągu. – dziewczyna skinęła lekko głową, a reszta wyszła z gabinetu rozważając pomysł Granger na spędzenie balu.

Kiedy wróciła do dormitorium dziewczyny już spały. Od jutra ma się przenieść do nowego pokoju. Nie podobało jej się, że miała zamieszkać razem z Malfoyem, ale raz się żyje, przeżyła wojne, to przeżyje jego. Zdawała sobie sprawę, że mieszkanie z arystokratą nie będzie przyjemne, zwłaszcza teraz, gdy zaproponowała taki pomysł McGonagall.
Hermiona szybko się przygotowała do snu. Zastanawiała się jeszcze nad tym kto mógłby jej pomóc w szkoleniu hogwartckich tancerzy i szukaniu odpowiednich sal. Na nikogo prócz Ginny nie mogła liczyć. Może ruda pomoże jej znaleźć odpowiednie miejsce na zajęcia. Lubiła tak myśleć o swojej przyjaciółce, a i ona nie miała jej tego przezwiska za złe, jako że jako jedyna je stosowała, gdy były same.
Wracając do problemu zajęć, powoli zaczynały ją przerażać.  Miała dziwne przeczucie, że sobie nie poradzi z rozwydrzonymi ślizgonami. Dziewczynom może się spodobać, ale chłopcy, to będzie moja zmora do świąt. Hermiona ułożyła się wygodnie w łóżku. Mogłabym poprosić Toma do swojego przedsięwzięcia, ale był mugolem, więc ciężko by było, żeby go szanowali na zajęciach. Jak to ślizgoni, będą się wywyższać i obijać, jak na każdych lekcjach. Nauczą się ci co będą chcieli… Pocieszało ją to, że jako trener może wyrazić zgodę lub nie na nauczanie pewnych osób jeśli notorycznie będą ją przeszkadzać w zajęciach.
Powoli oddała się w objęcia Morfeusza.

~*~

Następnego dnia, po porannej przebieżce, udała się z przyjaciółmi na śniadanie. W drodze do Wielkiej Sali opowiedziała im o wszystkim co wydarzyło się wczoraj u McGonagall. Jak również o tym, że od dzisiaj mieszka z Malfoyem. Wszyscy jej współczuli, ale oczywiście od razu zapewnili dziewczynę, że mogą na nich liczyć, jeśli chłopak coś jej zrobi. Hermiona była zadowolona z tego, że przyjaciele tak o nią dbają, ale wiedziała, że sama również jest w stanie poradzić sobie ze ślizgonem.
W trakcie śniadania Ginny siedziała jak zaczarowana czując się cudownie z myślą, że nauczy się tańczyć. W sumie rudowłosa uwielbiała wyzwania, a mugolski tanieć był dla niej nie lada wyzwaniem.  Po za tym biorąc pod uwagę ich ojca, to tym bardziej ma się po co uczyć. Zawsze kochała zapał taty do mugolskich rzeczy. A teraz ona miała się nauczyć jednej z najpiękniejszych sztuk mugoli.
- Hermi kiedy lekcje? Merlinie, ja chce już. Twoje sukienki są cudowne. Jestem strasznie podekscytowana. Przepraszam, ale jak cie nie było przymierzyłam wszystkie. Zakochałam się! -  Hermiona śmiała się do przyjaciółki i słuchała wszystkiego z wielkim uśmiechem. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Ginny skąd ja wiedziałam, że mam je wszystkie wziąć ze sobą do szkoły?
- Po prostu jesteś genialna i znasz mnie. – ruda puściła jej oczko i wzięła się za swojego tosta.
- A co do twojego pytania. Zaraz idę szukać Sali. O ile uda mi się coś znaleźć, a jak nie to zobaczymy, mam nadzieje, że w razie czego mi pomożesz – westchnęła. – Tylko obawiam się, że nawet jak wszystko znajdę i zorganizuję to ślizgoni mi żyć nie dadzą.
- Nie martw się, zawsze masz nas. – Harry uśmiechnął się porozumiewawczo do Rona.
- Oszywiście, Miona. – odpowiedział przeżuwając kanapkę.
- Dziękuję chłopaki, jesteście kochani. A teraz wybaczcie, mam 2 godziny wolnego i muszę się rozejrzeć po salach. – Hermiona wstała od stołu, pożegnała się z Ginny i wyszła szukać Sali.

Włożyła słuchawki do uszu i zadowolona krążyła po zamku, zaglądając do każdej wolnej Sali. Jednak żadna nie spełniła jej wymagań. Były zbyt ciemne, albo za bardzo zaniedbane, ewentualnie, była to sala, w której nie można było nic poprzestawiać ze względu na magiczne właściwości przedmiotów. A przecież wiele nie szukała, chciała jedynie dwóch dużych sal, dobrze oświetlonych i z możliwością powieszenia luster na ściany. Dużo nie wymagała. Jednak to skrzydło ją zawiodło. Na następnym okienku poszuka w innej części zamku.
Nawet nie zauważyła kiedy minęły prawie dwie godziny. Zerknęła na zegarek, za piętnaście minut zaczyna podwójne eliksiry z profesorem Snapem. Zadziwiające, że w tym roku mieli tak dużo godzin z nim. Ale to dobrze, był jednym z tych nauczycieli, którzy chcieli uczniów czegoś nauczyć. Co prawda ciężką ręką, ale potem uczniowie będą mu za to wdzięczni. Po wojnie zaczęła nawet lubić osobę Severusa Snape, albo raczej szanować. Wiele sobie nawzajem pomagali, można nawet czegoś się nauczyli od siebie, ale Hermiona wiedziała, że już nie potrafi nienawidzić profesora. Względnie go lubiła, albo raczej tolerowała, tak samo jak on ją. Do pewnego stopnia była wstanie zrozumieć Mistrza Eliksirów… Jednak tylko do pewnego stopnia.
 Skierowała swe kroki do pokoju wspólnego prefektów naczelnych. W pomieszczeniu nie było nikogo. Po śniadaniu jej rzeczy zostały przeniesione do nowego dormitorium. Nawet jej się podobało. Salon był dość przestronny, po środku była kanapa z dwoma fotelami po bokach, a zaraz przed stał mały stoliczek. Salon był mieszanką kolorów – czerwieni ze złotem i zieleni ze srebrem. Całkiem przytulny. Przed kominkiem, na podłodze, leżał dywan z herbami ich domów.  Łazienkę mieli niestety wspólną, ale o to się nie martwiła akurat. Zazwyczaj wstawała przed wszystkimi, więc co rano będzie miała to pomieszczenie wolne, bo nie wierzyła aby Malfoy był rannym ptaszkiem. Sypialnie mieli oddzielne, po przeciwnych stronach salonu. Oboje mieli własne drzwi do łazienki, co spowodowało połączenie ich sypialni.
Hermiona rozejrzała się po pomieszczeniu.  Przynajmniej nie muszę się od rana z Nim użerać. Zabrała ze swojego pokoju książki i ruszyła na lekcje.

W drodze pod sale zastanawiała się nad tym ile ludzi wróciło do szkoły i jak tu pusto bez niektórych twarzy. Chociaż tyle dobrze, że wszyscy co zdecydowali się powrócić do Hogwartu są teraz połączeni z klasą rok młodszą. Co dla Hermiony oznacza, wspólne lekcje z Ginny. Były przyjaciółkami, od dobrych paru lat, a teraz uczęszczały do jednej klasy.
Zadzwonił dzwonek na przerwę. W końcu jej przyjaciele do niej dołączą. Przed salą powoli zaczynała zbierać się grupka osób. Harry i Ron jak zwykle dyskutowali na temat Quidditcha, co było normalne dla nich. Ginny szła obok Harrego ramię w ramię i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- I jak poszukiwania? – podeszli do niej z uśmiechem.
- Będzie trudniej niż myślałam. Jak nie znajdę nic co mnie zadowoli to będę zmuszona wziąć pokój życzeń na własność. Możliwe, że wielu uczniom się to nie spodoba. – westchnęła. – Ale coś może znajdę. Od jutra mam zacząć zajęcia, więc jest jeszcze trochę czasu. W końcu zrobię z was tancerzy. – uśmiechnęła się porozumiewawczo do Ginny, która od razu podłapała temat i zajęły się rozmową o wszelkich szczegółach dotyczących strojów.
- Hermiono, ale ja nie tańczę. – Ronald wtrącił się do rozmowy dziewczyn. – Pamiętasz co było na balu z okazji Turnieju Trójmagicznego. To było straszne. – skrzywił się na samo wspomnienie, a Harry mu zawtórował. Oboje źle wspominali swoje umiejętności taneczne.
- Nie martw się. Zrobię z każdego tancerza. – powiedziała dumnie gryfonka, na co chłopcy zgodnie stwierdzili, że to się nie uda. 

~~~

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 1

Abandoned ]

              Będąc już w Hogwarcie, nie umiała się odnaleźć po ostatnich wakacjach. Brakowało jej dźwięków muzyki, którym tak ochoczo się oddawała w czasie przerwy. I brakowało jej najbardziej Toma, nie ze względu na to, że czuła coś do chłopaka, ale tylko z nim umiała oddać się muzyce i stawiać kroki w takt. Wiedziała, że są prawie idealnymi partnerami, ale ona próbowała szukać w nim cząstki siebie. Jednak to nie była miłość. Raczej najczystsza z przyjaźni.
                Tom był cudownym chłopakiem, ale niestety nie był osobą, która rozpaliłaby jej serce. Podobał jej się, ale kochała go jak brata. Miał cudowne błękitne oczy, w których widziała mnóstwo dobroci. Jego blond kosmyki opadały lekko na czoło i do tego jego nienaganna postawa – chłopak marzenie. Żałowała, że nie widziała w nim nic więcej niż towarzysza do tańca. Wiedziała, że gdyby tylko coś więcej do niego czuła to nic nie stałoby im na przeszkodzie. Chłopak był zapatrzony w nią,  jak w obrazek. Nie widział świata po za nią, ale nie wchodził w jej świat bez pozwolenia. Nie chciał bawić się w związki, które by nic nie znaczyły. Przeżył swoje mniejsze lub większe porażki w tak krótkim życiu i nie chciał ich powtarzać.
Rodzina Toma była bardzo zamożna, ale nie obchodzili się z tym jakoś specjalnie. Żyli skromnie mimo sporych dochodów. O dziwo mieli w rodzinie czarodziei, o czym Hermiona miała przyjemność się przekonać osobiście, ale oni sami nie byli nijak związani z magią. Ale mimo wszystko byli szanowani wśród czarodziei. Mówi się, że to przeciwstawienie się Czarnemu Panu pozbawiło ich magii, a on sam nie mógł ich zabić przez ich korzenie magiczne sięgające niemal założycieli Hogwartu. Rodzina pozbawiona magii, a bogata w więzy rodzinne. Coś niesamowitego.


                Hermiona miała wspaniałe wspomnienia z każdej chwili treningu, potem turnieje i wspólne zdobywanie kolejnych klas. Uwielbiała ich taniec, muzykę, stroje taneczne. Do Hogwartu zabrała swoje rzeczy treningowe, by nie stracić tego co osiągnęli w tak krótkim czasie. Nie chciała tracić czasu i miała zamiar ciągle ćwiczyć, stawać się lepszą. Pamiętała noce przetańczone na imprezach i specjalnych przyjęciach z tancerzami z jej klubu. Czuła, że to jest to co będzie robić przez całe życie. Tańczyć.  Jednak mimo wszystko chciała ukończyć szkołę magii. Wiedziała, że to jest jej druga miłość w życiu.
                W Hogwarcie wzięła się ostro do pracy wraz z pierwszym dniem szkoły. Nauka zawsze przychodziła jej z łatwością. W pierwszych dniach zdobyła dla Griffindoru punkty, które napawały gryfonów dobrym nastrojem.
Musiała sama przed sobą przyznać, że zmieniła się na dobre. Sposób w jaki się poruszała był inny, wręcz idealny. Wiedziała że przez to przyciąga wiele męskich oczu, które również z zazdrością patrzyły na Harrego i Rona. Nawet ślizgoni zwrócili na nią swoją uwagę.
Był to już 4 dzień szkoły. Zmierzała właśnie pod sale do eliksirów, wesoło rozmawiając z przyjaciółmi, Harrym i Ronem. Opowiadając im jedną z zabawniejszych sytuacji jakie miała na turnieju tanecznym z Tomem.  
- …. Mówię wam to nie ma się z czego śmiać. Jaki wstyd był, gdy mnie nie utrzymał i razem runęliśmy na parkiet. – opowiadała zadowolona, a chłopcy zwijali się ze śmiechu.
- Co Grenger jesteś za gruba by cie utrzymać, no w sumie nie dziwię się, szlam musi sporo ważyć. Nie chciałbym być na jego miejscu.  – usłyszeli pełny kpiny głos i donośny rechot ślizgonów. Przystanęli na chwile i spojrzeli na blond włos ego chłopaka.
- Nie martw się Malfoy nigdy nawet nie spróbujesz się przekonać  jak to jest. A wiesz co jest najlepsze. Nawet nie jesteś wstanie osiągnąć tyle co ja. Peszek. – wzruszyła ramionami i posłała mu jeden ze swoich „miłych” uśmiechów . – Bywaj Malfoy. – machnęła ręką na pożegnanie i  weszła z chłopakami, którzy nie wiele się przejęli tą wymianą zdań, do sali. Ich przyjaciółka żyła teraz innym światem i to się liczyło, że nikt nie jest wstanie im tego odebrać ani zepsuć.
Lekcja eliksirów minęła zaskakująco szybko i bezboleśnie dla Gryfonów.  Snape wyraźnie był czymś zajęty, całą lekcje przeszukiwał całe swoje biurko, szukając czegoś. Klasa jedynie co to miała uwarzyć eliksir i wyjść jak najszybciej się dało.  Wszyscy uporali się z zadaniem i po godzinie nikogo nie było.


Na obiedzie Ginny dołączyła do trójki przyjaciół. W spokoju i z uśmiechami rozmawiali o dzisiejszym dniu.
- Miona, kiedy zaczynamy? -  dopytywała się rudowłosa któryś raz z rzędu.
- Ginny, nie wiem, chciałabym jak najszybciej, ale jako prefekt naczelny, mam kilka obowiązków to raz, a dwa muszę pogadać z McGonagall o sali do ćwiczeń. Przecież nie zagarnę jakiejś sali od tak. – Hermiona po raz kolejny spokojnie tłumaczyła przyjaciółce o co chodzi. Była już zmęczona ciągłym wypytywaniem, ale to Ginny, ona jak oczekuje czegoś od Grengerówny to zazwyczaj to dostaje.
W pewnym momencie obiadu, profesor McGonagall wstała i poprosiła o uwagę.
- Dziś odbędzie się zebranie prefektów w moim gabinecie o 18. Dziękuję za uwagę.  – nauczycielka usiadła na swoim miejscu. Po Wielkiej Sali rozniósł się szmer i każdy wrócił do przerwanej czynności.
- Harry kiedy pierwsze spotkanie w sprawie drużyny Quidditcha?
- Nie wiem Hermiono, jeszcze nie rozmawiałem z McGonagall o tym, ale jedno jest pewne, musimy zebrać całkowicie nową drużynę. Jak wiesz, wiele osób ukończyło już Hogwart, a inni nie chcieli wrócić mając zapewnioną pracę i najzwyczajniej w świecie im się to nie opłacało. Ale jakoś to będzie.  Coś wymyślę. W końcu wiemy na pewno, że Ron broni, a ja szukam. O to się martwić nie muszę. –  uśmiechnął się smutno Harry. Hermiona uśmiechnęła się ciepło do niego dodając mu otuchy.
- Wierzę, że w tym roku Puchar będzie nasz.
Potter odwzajemnił jej uśmiech i dokończył obiad. Był zadowolony z całokształtu życia bez Voldemorta, czyhającego na jego życie. Ten rok wykorzystają, tak sobie obiecał.

~*~

Pokój wspólny ślizgonów był gustownie urządzony w barwach zieleni i srebra. Skórzane kanapy, wygodne duże fotele i ciemne umeblowanie. Wszystko miało swój urok wraz ze srebrnymi dodatkami. Na kanapie siedział przystojny  wysoki blondyn o stalowych oczach, wraz z przyjacielem jego postury za to ciemnej karnacji. Popijali swój ulubiony trunek, Ognistą Whiskey.
- Draco, o co dzisiaj chodziło tej małej smarkuli? – spytał Blaise, upijając łyk alkoholu.
- Cóż powiedziałem, że jest gruba i szlama, te sprawy, a ta nic. Nie ruszyło jej nic. Zero reakcji. Za to mówiła coś o tym, że nie osiągnę tyle co ona. A co ona może osiągnąć? Kto by chciał szlame pod swoje skrzydła? – powiedział obojętnym tonem.
- Ale i tak wyładniała. – przyznał szczerze i otwarcie ciemnowłosy.
- To szlama. Szlam nie jest ładny. – skrzywił się Malfoy. – Jak mogłeś obrzydzić mi życie?
- Sorry, stwierdzam fakty.  – wzruszył ramionami.
- Ide na to spotkanie prefektów. Nie wytrzymam z tobą ani chwili dłużej. Słońce ci przygrzało. – dopił swój trunek i wyszedł z pokoju wspólnego Slytherinu.


Był pierwszy pod pokojem McGonagall. Miał jeszcze dobre 45minut do spotkania. Usiadł na oknie i zastanawiał się nad całym dniem. Jakoś nie podobało mu się, że nie mógłby osiągnąć czegoś co osiągnęła by jakaś szlama. Jeszcze jej pokarze, że się myli. Zrobi tyle ile trzeba by pokazać wyższość czarodziei nad mugolami.
Po 15 minutach siedzenia i rozmyślania, nadeszła gryfonka z słuchawkami w uszach. Szła powoli, nie spiesząc się.  Draco przyjrzał się dziewczynie. „Może widocznie coś się zmieniło”. Dziewczyna podniosła na niego wzrok i kiwnęła głową na przywitanie, po czym podgłosiła muzykę w urządzeniu.
Draco przytaknął lekko głową, przyjrzał jej się będąc zdezorientowanym. Czy ona niewerbalnie się z nim przywitała? Odprowadził ją wzrokiem aż się zatrzymała pod ścianą po drugiej stronie korytarza. Odwrócił wzrok znów do okna. Usłyszał skrawki muzyki wydobywającej się z jej słuchawek i musiał przyznać, że jak na mugolską muzykę jest całkiem niezła.


Hermiona wyłączyła się, będąc w swoim świecie, dźwięki muzyki relaksowały ją, zwłaszcza muzyki tanecznej. Aż z tego wszystkiego przywitała się z Malfoyem. „Nie mogę tego słuchać przy nim, co to to nie. Jeszcze się zakumplujemy, a to będzie straszne.” Przyjrzała się chłopakowi uważnie. „Jesteś taki do niego podobny.” Pokręciła przecząco głową jakby chcąc wyrzucić te myśli z głowy. Nie może się z nim zakumulować. Nie po tym co jej zrobił. To przywitanie było po prostu oznaką jej dobrego serca w czasie, gdy zatracała się w świat muzyki. Tak to przywitanie to był błąd.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Prolog


Krople deszczu biły w jej okno.
Szum spadających kropli, przyjemnie koił jej myśli. Gdzieś w oddali widziała zarys księżyca schowanego za ciemnymi chmurami. Stała przy oknie i obserwowała krajobraz za oknem. Lubiła, gdy wieczorami padał deszcz, kojarzył jej się z dzieciństwem. Najszczęśliwszym momentem w jej życiu. Pełnym beztroski i zabawy. Jednak wspomnienie babci było dla niej najważniejsze, ta kobieta była prekursorką jej wszystkich zainteresowań. Dzięki niej pokochała książki i literaturę,  a co najważniejsze sztukę.  Westchnęła przypominając sobie cudowne chwile. Gdy razem z babcią czytały ich ulubione książki, gdy chodziły razem na koncerty, występy artystyczne, czy koncerty operowe. Jednak nie było dane jej długo zastanawiać się nad tym. Deszcz na dobre się rozpadał, a ciemne niebo przeszył piorun, towarzyszył mu charakterystyczny grzmot.  Burza.
Spojrzała na zegarek dochodziła północ. Wiedziała, że jutro wraca do rutyny swojego życia. Szkoła - jej drugi dom. To w tym miejscu poznała swoich najlepszych przyjaciół, już jutro ich zobaczy. Tutaj nauczyła się jak sobie radzić, gdy trzeba było liczyć na siebie. Tutaj była sama i polegała tylko na swoim rozumie. Nawet tutaj przeżyła swoją pierwszą miłość, tyle że nie odwzajemnioną. Hermiona westchnęła cicho o odeszła od okna układając się wygodnie do snu. Była zmęczona po całym dniu pakowania się i organizowania powrotu do szkoły. Musiała odpocząć.  W końcu jutro czeka na nią magia, jej drugi świat…
~*~
Następnego ranka przywitał ją słodki zapach jej ulubionych naleśników z czekoladą. Wstała i w pośpiechu doprowadziła swój stan do wyjściowego. Z dołu słyszała jak matka krząta się w kuchni, mimowolnie się uśmiechnęła. Zerknęła na zegarek, za pół godziny wyjeżdżają. Była dobrej myśli, miała nadzieję, że ten rok będzie inny niż poprzednie. Wręcz naiwnie w to wierzyła.
Zeszła do kuchni na śniadanie i przywitała się z panią Granger. Jej rodzicielka była przedziwną osobą, przynajmniej dla niej. Była kobietą z potencjałem, piekielnie inteligentną, która mogłaby osiągnąć wszystko co tylko chciała, jednak mimo wszystko wybrała spokojne życie pani domu. Chociaż dla Hermiony w pewien sposób spełniła się intelektualnie, skończyła swoje wymarzone studia i jest dentystką. Jednak pani Ganger wolała być wspaniałą gospodynią, a jednocześnie  cudowną matką.
- Dzień dobry. Jak tam samopoczucie? – pocałowała mamę w policzek i usiadła przy stole. Obserwowała mamę, która znowu przygotowywała jakiś wymyślny obiad, i z każdą chwilą uświadamiała sobie, że chciałby być taka jak ona, ale zaraz po tym jak osiągnie swój mały cel.
- Dobrze kochanie. Jedz szybciutko i zaraz z tatą pojedziecie. – Hermiona zajadła się naleśnikami rozkoszując się ich smakiem. Uwielbiała kuchnię mamy, ale babcia jednak była mistrzynią kuchni.
To pewnie rodzinne. Uśmiechnęła się na wspomnienie babci, która na każde wakacje jak u niej spędzała robiła przeróżne dania, a przy tym opowiadała jej tyle historii, że nie wiedziała kiedy czas im uciekał. Wspominała o sprawach naukowych, po czym gładko rozmowa schodziła na  tematy zupełnie abstrakcyjne.
- Kochanie tata zniósł kufer na dół jak spałaś. Nie zapomniałaś niczego, prawda? – mama usiadła przy niej, uśmiechnęła się i upiła łyk herbaty.
- Mamuś przepyszne śniadanko, dziękuję bardzo. I zapewniam cię, że wszystko mam. – Hermina przetarła usta chusteczką. – Gdzie tata?
- Musiał załatwić kilka spraw, ale zaraz będzie. - Pani Granger wstała od stołu i zobaczyła jak podjeżdża Pan Granger. - O już jest!
- Witam drogie panie. – ojciec radośnie przywitał się ze swoimi kobietami i porwał naleśnika w rękę by szybko przekąsić. – To co w drogę? – widać pan Granger był zdecydowanie z czegoś bardzo zadowolony.
Hermionie udzielił się dobry humor ojca. Od tej chwili nic nie było wstanie odebrać jej uśmiechu z twarzy tego dnia. Zobaczyła jak tata bierze jej rzeczy i pakuje do pojazdu. Pożegnała się z mamą, zapewniając ją, że będzie codziennie pisać. Pani Granger nie należała do kobiet, które dobrze znoszą takie rozstania i jak co roku uroniła łzę, czym zawsze wywoływała u Hermiony szczery uśmiech i czule się wtedy przytulały. Tym razem nie było inaczej.
- To już ostatni rok, mamo, damy radę. – zapewniała kasztanowłosa, ucałowała matkę i wsiadła do pojazdu, machając mamie na pożegnanie, aż nie znikła z zasięgu jej wzroku.


Hermiona Granger nie mogła się doczekać w tym roku nauki.  Po wydarzeniach jakie miały miejsce ostatnio, miała nadzieje, że wiele się zmieni. Wojna przeszła do „starych dziejów”. Zgodnie z przepowiednią, Harry Potter pokonał Czarnego Pana. Radość jaka ogarnęła świat magiczny udzieliła się również mugolom. Cały świat odetchnął, ludzie i przyroda, co by się absurdem okazało, ale nastały słoneczne czasy. Sama Hermiona odczuła jakby kamień spadł jej z serca. Ludzie byli wolni.
Od tego czasu zmieniła się diametralnie. Odżyła i zadbała o siebie, zmieniając się nie do poznania. Jej włosy nabrały blasku i teraz układały w się w lekkie kasztanowe fale. Skóra odzyskała swój dawny odcień. Czekoladowe oczy miały dawną iskierkę i blask.  Jej garderoba zmieniła się nie do poznania. Z powyciąganych swetrów i  przydużych spodni, do modnych acz stonowanych rzeczy. Odpowiednia zmiana by podkreślić jej atuty, jakby to rzekła jej przyjaciółka Ginny.
Gdy weszła na peron 9 i ¾ kilka oczu skierowało się w jej stronę, szepcząc między sobą i przyglądając się jej. Z oddali widziała swoich przyjaciół jak żegnają się z państwem Weasley. Jej przyjaciele również się zmienili. Byli… radośni. Pełnia życia od nich biła. Uśmiechnęła się i ruszyła w ich stronę. Ginny zauważyła ją i podbiegła rzucając się dziewczynie na szyję. Od razu zapowiadając jej, że mają dużo do omówienia. Chłopcy dyskretnie się jej przyglądali i spojrzeli na siebie z porozumiewawczym spojrzeniem, ich Hermiona wydoroślała i wyładniała.
- Hermiona, witaj dziecko drogie. – przywitała się pani Weasley mocno dziewczynę ściskając. Granger przywitała każdego z osobna przytulając ich do siebie. Cieszyła się, że znowu z nimi jest.
- Hermiono wyglądasz świetnie. – powiedział jej Ron, gdy go przytulała.
- Nie przesadzaj. – odsunęła się od niego lekko speszona komplementem.
- No dzieci, już czas dzieci. Do zobaczenia na święta. – Pan Weasley uśmiechnął się do nich i objął swą małżonkę. Wszyscy przytaknęli zgodnie i po ponownym, ale już krótkim pożegnaniu nadszedł czas na szukanie przedziału tylko dla nich, by mogli poopowiadać sobie niesamowite historie z wakacji.
Hogwarcie, wracamy. Strzeż się. Młoda gryfonka zaśmiała się pod nosem do swoich myśli. Wreszcie czuła się szczęśliwa.


Podczas podróży Hermiona dowiedziała się o wszystkim co się działo u jej przyjaciół, ona także nie była im dłużna opowiadała im o swoich osiągnięciach i o tym co się z nią działo. A działo się zadziwiająco wiele.
- Że kim jesteś?! – Ronoladowi szczęka wylądowała na podłodze, gdy usłyszał wieści od przyjaciółki.
- Taniec, Ronaldzie, tancerka, mówi ci to coś.  Tańczyłam od dziecka, a teraz znowu powróciłam, ale prywatne lekcje to nie to samo co trening  z grupą. – Hermiona na spokojnie wytłumaczyła rudzielcowi o co chodzi, pokazując wszystkim zdjęcia z turniejów. Ją z partnerem w wyśmienitych strojach tanecznych. Ona w sukienkach, makijażu i innych drobiazgach przedstawiających ją jako wysokiej klasy tancerkę.
Ginny zainteresowała się zdjęciami, aż Hermiona nie mogła ich odzyskać przez pewien czas. Przeglądała zdjęcia i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej partner był blondwłosym przystojnym mężczyzną, bardzo podobnym do jednej z osób, które nie darzą specjalnie wielką sympatią.
- Miona, czemu ten facet wygląda jak Malfoy? – spytała młoda Weasley wskazując jej chłopaka.
- Nie podejrzewaj mnie o takie rzeczy Ginevro. To mój tymczasowy partner, ale to nie jest Malfoy, może i są identyczni, ale to nie on, są zupełnie różni. Jest przynajmniej miły i wrażliwy na otoczenie. Ma na imię Tom, tak w ogóle. Ale o tym ci kiedy indziej opowiem. – ostatnie zdanie gryfonka szepnęła do dziewczyny.
- Ale musisz mi kiedyś pokazać co i jak, też tak chcę. – Ginny rozmarzyła się na tyle, że słowa Hermiony wcale, a wcale do niej nie dotarły.

Reszta podróży była zwyczajnie przegadana, nawet zapomnieli o spotkaniu prefektów. Dobrze wiedzieli, że McGonagall i tak im wszystko powie, i ewentualnie da mały szlaban. Jednak w tym roku niczym się nie przejmowali, cieszyli się z powrotu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 19 grudnia 2012

"Czas biegnie"



Czas biegnie, światła gasną, zegar wybija ostatnią godzinę… 

Myślisz, że to już koniec, a każdy problem nasila się jeszcze bardziej. 

Myślisz, że czas leczy rany? Dobry żart, odpowiadasz sarkastycznie. 

Bierzesz życie w swoje ręce, ale co ci po tym? 

Nie uleczysz ran, nie zliczysz swoich błędów, nie wynagrodzisz innym swojego oszustwa jakim byłeś. 

Nie dasz się porwać w ramiona rzeczywistości, która tak doszczętnie cię zniszczyła, która pokazała ci, że życie jest tylko białe i czarne. 

‘Żyj ty cholerny wieśniaku!’ potrząsając twoje ciało, chcą cię przywołać do tego świata, a ty dalej brniesz w ciemny tunel bez światła. 

‘Ty zdrajco, jak możesz mi to robić? Co ja ci to życie zawiniło?’ dostrzegasz ruch, słaby, jak zjawa, jak przeźroczysta esencja. 

Ty dalej myślisz nad tym co ci nie wyszło, czym zawiniłeś. Myślisz – tak prościej. A wiesz co ci ta istota powie? ‘Gówno prawda, jesteś kłamcą, więźniem serca, a sługą rozumu, idiotą. Czas się pozbierać, bo życie jest tylko jedno. ’ 

Tak ta biała istota z biało-czarnymi skrzydłami daje ci dwa pióra, masz wybór. Pozbierać się i walczyć o siebie, albo poddać się i umrzeć. Co wybierasz? 

Zdrada, miłość, szczęście, smutek, rodzina, samotność… 

To Twój wybór!


~~~~~~~~

wtorek, 11 grudnia 2012

Początek


Witam,
Przydałoby się przywitać na nowym portalu z nowymi ludźmi. Także Witam wszystkich.
Bloga prowadzę od niepamiętnych czasów. Jak jeszcze mylog był brązowy, potem stało się coś  niespodziewanego, mój mylog sie rozwalił i poszukiwałam nowego miejsca, blog.onet.pl nie był tym co chciałam. Usadowiłam się na ownlogu, gdzie spędziłam całe 5 lat - i nie żałuję. 
Jednak ostatnio przeczesując opowiadania o Dramione, które w większości były na blogspcie, stwierdziłam, że fajnie by było spróbować tego portalu i być może wrócić ze swoim starym opowiadaniem, na nowo napisanym przez brak rozdziałów które zostały na starym kompie, który umarł śmiercią tragiczną razem z dyskiem. Może ktoś pamięta opowiadanie o Hermionie Vid Riddle albo opowiadanie o Miyoko i jej miłości do Gaary, które było na blog4u.pl. No ale to były stare czasy gdy rozwijały się portale blogowe, w których teraz jedynie zagraniczne coś mogą zaoferować.
Jeśli chodzi o moją ciekawość do blogspota, to mam wrażenie, że będzie mi tu dobrze i zaczne na nowo pisać jakąś historie, być może nawet na święta coś skrobnę w tematyce Dramione i dlatego też taki wybrałam szablon. Z racji pasji. 
Mam nadzieje, że spodoba mi się tu, bo mimo wszystko mam sentyment do mojego ownloga.

sobota, 3 marca 2012

"Rany"


Miłość nie przemija,
to uczucia bledną.
Ranią mnie,
ciągle się ze mnie śmieją.

Czas nie leczy ran, pogłębia te które są...
A krew cieknie i cieknie,
płynie wytyczonym strumieniem...

Bo miłość nie daje szczęścia,
bo jest zbyt 'wredna'...

czwartek, 27 maja 2010

"***"


Wciąż zastanawiam się
Jakby to było, gdyby nas nie było?

Niby takie nijakie, a jednak ważne.

Zniszczyłam swą miłość.
Nie zasługuję na nią?

Czy odnajdziemy szczęście?

poniedziałek, 22 marca 2010

"mówią."


mówią, zbyt oporna...
mówią, spokojna...
mówią, za dobra...
mówią, szalona...
mówią, przyjazna...
mówią, pomocna...
mówią, za mocno kocha...

a ja co powiem?
czego nie powiem?
czym odpowiem?

mówią...
... myślę.

stoję w cieniu...
sama dla siebie,
za mocno kochając,
potem łzy wylewając,
namiętnie całując.

poniedziałek, 16 listopada 2009

"Chciał lalkę na wystawę, ale ta lalka potrzebowała uczucia, nie sławy..."

Lalce...
wspomnienia, wracają.
czas zapomnieć, ale nie da się do końca.
on... jak go określić?
nieśmiały? może.
tylko, było cudownie?
na swój sposób.
ale się skończyło,
a teraz? nic.
bo...

Chciał Lalkę na wystawę,
ale ta Lalka potrzebowała uczucia,
nie sławy...


A teraz Laleczka ma wzajemne uczucia

dziękuję, Różanej Laleczce,
co płatki róż rozrzuca wśród
nas... pielęgnując wraz z Laleczką
coś niewytłumaczalnie pięknego..

piątek, 13 listopada 2009

"Iluzja..."


Iluzja...

Koniec z nią.
Świat wymyślony znikł.
Jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki znikł.

Nie ma już nic.
Ani pomysłów, ani chęci...
Ani nawet tego uczucia...
Ach było wspaniałe, niespodziewane, krótkotrwałe.

A teraz? Nic.
Czas końca...
Którego nie chce...
Myślałam, że to będzie zawsze...

Chciałam ułożyć wspaniały świat,
czy wyszło? Czy udało się?
Nie dowiemy się już nigdy,
bo znikł...

Od wspaniałej miłości się zaczęło,
może przyjaźni, potem miłości.
Zawsze częścią była nas...
Właśnie była... Żegnaj Iluzjo.

niedziela, 25 stycznia 2009

"Odżyć"

Może czas spróbować jeszcze raz?

Może się uda, a może nie. Kto wie?

Może jednak znajdę tą mnie, która zabłądziła.

Kiedyś upadnę i podniosę się.

Czy na pewno? Nie wiem.

Może czas zaopiekować się zwiędniętym kwiatem.

Tylko pytanie - czy odżyje?

Czy wyplenię chwast nienawiści?

Mam nadzieję.

wtorek, 20 stycznia 2009

"Nutka natchnienia"

Stare uczucia wracają,
Nie umiem ich pogodzić,
Idą w waszą stronę.

Serce każe wracać.
Rozum każe zostać.

Czy to normalne?
Ile jeszcze będę zadawać to pytanie?

Bezduszna jędza nie miałaby takich odczuć,
nawet muzyka nie może zmusić jej serca do kolejnego uderzenia.

Wszystko zamiera.
Ona. Uczucia.
Otoczenie.

Ale czy na pewno muzyka to magia?
Nie wiem, ale z czystym sumieniem mogę przyznać,
że roztopiła lodowy mur.

Nuta natchnienia. Zmusiła do kolejnego uderzenia.

piosenka: Rurutia - Lost Butterfly

sobota, 3 stycznia 2009

"Mrok nocy"


A wszystko pierzynką bieli przykryte.
W tym ja skąpana w mroku nocy,
W świetle gwiazd i rogalikowego księżyca...
W białej sukni, bezszelestnie sunę po ziemi.
Spojrzenie pada na pierwszą ofiarę...
Chcę ją, pragnę - zmysły odbiera.
Oczy zmieniają swój wyraz, iskrzą się nie bezpiecznie.
Jeden wielki suseł.
Ciemność, koniec.
...
Po polowaniu.

wtorek, 30 grudnia 2008

"Nie ja i nie ty"


Zaopiekować się tym i pomóc rozrosnąć na nowo?
Ciekawe, ale nie realne.
Tak, nie realne.
Czemu? Bo to nie ja i nie ty.
Zmiany zaszły w nas.
Nie ma tego co było i nie będzie już.
Ostrzegałam. Mówiłam, prosiłam.
Na nic to się zdało.
Czemu? Zgadnij.
Nie wrócę do tamtej ja.
Nie pokocham tak jak kiedyś.
Nie dam się zranić.
A podobno przeciwieństwa się przyciągają,
Ale to nie prawda. Nie ty i nie ja.
Nasze przeciwności już się nie przyciągną.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

"Nie udawaj że nie wiesz


Zapomnijcie nie wrócę.
Czemu? Nie zadawajcie tak banalnych pytań.
Rzygać się chcę na samą myśl.
Może robię źle, ale błędu nie widzę.
Ranię. O Boże zaraz się popłaczę.
Mam dość. Dużej tego znieść nie mogę.
Nie powiem już "kocham cię".
Nie rzucę słów od tak.
Zranię jeszcze bardziej,
bo to nie przyjaźń, a zwykła iluzja.
Możesz wylewać potok łez,
Życzyć mi jak najgorzej, nie wzrusza mnie to.
Jestem nie czuła od w tedy gdy to się stało.
Co? Nie udawaj że nie wiesz.
Ta kłótnia, przed wyjazdem, traktowanie teraz,
wszystko...
Wyparowały ze mnie uczucia.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

"Za późno"


Cierpi, płacze...
Miłości nie zaznaje.
Kocha tylko siebie.
Nic się dla niego nie liczy.

Przyjaciele to tylko pionki w grze jaką rozgrywa.
Egoistycznie zabiera radość innym.
Chce przyjaciół. Pragnie miłości.

Zachłannie pochłania nauki mroku.
Fascynują go dwa światy.
Pożąda uczuć by je opisać.

Nocy nie przesypia.
Poświęca się w całości by zaspokoić siebie i innych.

Czeka na znaki, które nie nadchodzą.
Poszukuje natchnienia, którego nie ma.
Ciemność w jego sercu rozrasta się,

Z każdym napisanym zdaniem.
Poznaje nie poznane, w swoim umyśle.
Szuka nie znalezionego, którego nie znajdzie.
Rozszarpywany przez los, nie zaznaje prawdziwej radości.

Kocha siebie, a pragnie czego innego...

Samolubna miłość? Być może.
Uwielbia siebie, wynosi się na szczyty.
To on. To ja.

Moje ja które jest opryskliwe, egoistyczne, samolubne.
Moje jakże kochane słowo miłość znaczenia nabiera po stracie.

Życie to zabawa? Być może.
Życie, po co komu one. Najlepiej je zakończyć.
Teraz, zaraz.
By nie cierpieć? Za późno.

niedziela, 7 grudnia 2008

"Rodzę się na nowo."


Rodzę się na nowo.
Wciąż pamiętam dawne chwile, które utkwiły w pamięci.

Nie mam przyjaźni, ni miłości.

Rodzę na nowo stare uczucia w innych osobach.

Moje serce zranione, chce starego, dobrego życia.
Kocham to co było ponad wszystko.
Lecz w tamtego życia już nie ma.

Narodziłam się na nowo i już wiem co mnie tu trzyma.
Ciekawe, czemu tym wyrządziłam tyle krzywdy?

Rodząc się na nowo, zakończyłam pewien okres w moim życiu.

Nie napiszę już nic.
Zostanę sama z myślami.
To koniec.
Możliwy powrót do twórczości, ale nie teraz.
Nie dziś, nie jutro.

Jestem jak niemowlak, potrzebujący opieki.
Kroczę ścieżką podwójnego życia.

Utraciłam starą rzeczywistość, a narodziłam nową.

Iluzja, miłość, przyjaźń - obce są.
No nowo je poznam.

Wrócę, ale nie dziś, nie jutro.

Serce moje rozdarte jest.
Wyleczyć je muszę.
To trochę potrwa, nim wrócę.
Do tego czasu, braknie mnie.

piątek, 28 listopada 2008

"Głupia i naiwna"


I znowu to robisz...
Znowu...
Niszczysz przyjaźń.
Kłamstwem mnie zapewniłaś i co?
Nic. Wielkie Nic.
Jak było tak jest.
Myślałam że zmieniłaś siebie i wszystko,
co przyjaźń zniszczyło.
A jednak, myliłam się.
Byłam głupia i naiwna, że znowu zaufałam.

wtorek, 25 listopada 2008

"Rzeczywistość i wyobraźnia..."


Delikatna jak płatek róży
Krwistoczerwona
Piękna i urocza
Kochana, ale nie kochająca
Codziennie rozradowana

Szarość dnia ją przyćmiewa
Kolor blednie
Piękno znika
Delikatność w szorstkość się zamienia
Zaczyna kochać, gdy jej nikt nie kocha

Codzienna szarość przynosi smutek
Ponure myśli przelatują w tę i z powrotem
Uczucia znikają, pojawia się ból i cierpienie
Sama zatraca się w dwóch światach
Reali codziennej i reali iluzji serca

Dwa światy tak dalekie sobie
Tworzą jedną całość
Jedno życie
Jako jedność są i zostaną na zawsze
Rzeczywistość i wyobraźnia...

sobota, 22 listopada 2008

"Śmierć"


Śmierć.
Nic wielkiego.
Głęboki sen.
Wieczny? Nie chwilowy.
Coś wielce wielkiego, a tak małego...
Jedna chwila... Tylko jedna...
Dzieli nas, Pani.
Przyjdź po mnie.
Jak Twój sługa podążę za Tobą.
Nie opuszczę, wzywana wszystkimi środkami...
Kocham cię? Nie...
Ubóstwiam - to lepsze słowo.
Czas zakończyć.
To ponad moje siły.
To koniec.